AMY&PINK

otwarte oczy otwarty umysł otwarta szafa

 
RSS Feed

Zamiast pięknych zdjęć historia, od której krew się gotuje, czyli hipokryzji H&M ciąg dalszy. Kilka tygodni temu New York Times rozpętał medialną burzę w związku z odkryciem, że H&M, podobnie jak Wal-Mart, woli niesprzedane ciuchy pociąć i wyrzucić, zamiast oddać potrzebującym (więcej tu), a tymczasem w tym tygodniu kolejna “dobra” wiadomość.

    hm

      Niemiecka edycja Financial Times opublikowała artykuł, w którym oskarża H&M oraz inne masowe marki, m.in. Tchibo i C&A o brak wiarygodnego monitoringu dostawców, który doprowadził do tego, że koszulki z bawełny certyfikowanej jako ekologiczna zawierają również bawełnę modyfikowaną genetycznie, czego system certyfikacji nie dopuszcza. W skrócie rzecz ujmując, produkty sprzedawane jako bawełna ekologiczna wcale ekologiczne nie są. Dyskusja trwa, wypowiedzi wszystkich zaangażowanych stron można publikuje m.in. Ecouterre, polecam lekturę.

        Jakie to ma znaczenie? Otóż duże, bo historie takie jak ta podkopują zaufanie konsumentów i konsumentek do systemów certyfikacji. A tymczasem bawełna konwencjonalna, zajmując zaledwie 3% światowej powierzchni upraw, zużywa 25% nawozów sztucznych i jest, po kawie, najbardziej naszprycowaną pestycydami rośliną uprawną. A te chemikalia trafiają później do środowiska naturalnego, a dalej oczywiście do organizmu człowieka, poprzez wody gruntowe czy bawełnę wykorzystywaną np. w przemyśle spożywczym czy jako pasze dla zwierząt. Czekamy na wyjaśnienia!

          Zdjęcie:

          Comments are closed.