AMY&PINK

otwarte oczy otwarty umysł otwarta szafa

 
RSS Feed

Suzy-Amis-Cameron-and-James-Cameron-at-the-Oscars-Mar07-2010Tegoroczna ceremonia rozdania Oskarów była świętem nie tylko filmu, ale również etycznej mody. Warto zwrócić uwagę szczególnie na dwie panie, które podeszły do sprawy naprawdę poważnie. Szacunek!

Amis Cameron, żona Jamesa Camerona (obecna, nie ta, która zgarnęła większość tegorocznych Oskarów) ogłosiła Red Carpet Green Dress Challenge, czyli konkurs dla projektantów na etyczną kreację godną czerwonego dywanu. Zwyciężczynią okazała się 21-letnia studentka Jillian Granz, która zaproponował suknię w kolorze Avatar Blue (oczywiście!), wykonaną z mieszanki tzw. jedwabiu ahimsa, produkowanego bez zabijania larw jedwabnika, oraz jedwabiu konopnego.

Więcej o tym projekcie, związanych z nim trudnościach i dalszych planach przeczytacie na Treehuggerze.

firth

Ale Oskar etycznej mody należy się Livii Firth, żonie Colina Firtha, która już w styczniu podjęła Green Carpet Challenge – zobowiązanie do prezentowania etycznej mody na czerwonym dywanie przez cały sezon nagrodowy. Na jej blogu na stronie brytyjskiego Vogue znajdziecie kronikę poszukiwań Livii i dziesiątki zdjęć pięknych kreacji, od “odzyskanej” sukni ślubnej, przez cudowną kreację z mlecznego włókna marki Mr. Larkin, po oskarową kreację Orsoli de Castro z brytyjskiego From Somewhere.

Zaangażowanie Livii we wspieranie etycznej mody, rozwiązań przyjaznych środowisku i sprawiedliwości społecznej nie kończy się na szczęście na czerwonym dywanie – razem z mężem jest właścicielką sklepu i portalu EcoAge oraz twórczynią organizacji Brightwide, promującej społecznie zaangażowane dokumenty.

Świetny przykład, jak wykorzystać zainteresowanie mediów do mówienia o ważnych sprawach -czekamy na etyczne kreacje na polskich czerwonych dywanach!

Zdjęcie państwa Cameron ze strony Red Carpet Green Dress, zdjęcia państwa Firth ze strony Vogue, więcej oskarowo-etycznych plotek znajdziecie na Ecouterre.

Comments Off

ptw-wholeDzisiaj podróżujemy nie tylko za metką, ale również w czasie. Trafiłam ostatnio na niezwykły projekt Terese Agnew, zatytułowany “Portrait of a Textile Worker”, który pięć lat temu w ramach rewelacyjnej wystawy Second Lives: Remixing the Ordinary pokazało Museum of Arts and Design w Nowym Jorku.

    Agnew w swojej pracy dotyka dokładnie tego, o czym próbowałam pisać wcześniej – jak zobaczyć ludzi w metkach ubrań, które nosimy? Chcąc przełamać anonimowość otaczającą pracownice sektora odzieżowego, Agnew wykorzystała zdjęcie kobiety wykonane z ukrycia przez brytyjskiego działacza związkowego w jednej z fabryk w Bangladeszu.

      ptw_handKolejnym krokiem było zwrócenie się z prośbą do ludzi o nadsyłanie metek wyciętych z ubrań, które noszą. Zebrane w ten sposób tysiące metek ułożyły się w portret kobiety siedzącej przy maszynie do szycia. Z daleka widać zwykłą czarno-białą fotografią, ale z bliska można zobaczyć setki znajomych nazw.

          Zdjęcie pochodzi ze strony Terese Agnew, ale najlepiej oglądać je na stronie muzeum, gdzie dostępne jest w dużym powiększeniu. Gorąco polecam również inne zdjęcia z tej i poprzednich wystaw Museum of Arts and Design (m.in. moja ukochana Radical Lace & Subversive Knitting!).

            Comments Off

            img-paper-fashion-hussein_102246523456

            Koniec wakacji, koniec leniuchowania! W Europie i za oceanem kolejne tygodnie mody i towarzyszące im (obowiązkowo!) pokazy już uznanych i dopiero debiutujących etycznych marek. Luksusowe GreenShows i alternatywny NOW Showcase w Nowym Jorku, awangardowa Estethica w Londynie i, najmłodszy w tym gronie, TheKey.to w Berlinie – dziesiątki nowych kolekcji, ale dla mnie bez zachwytów.

              Rewolucja etycznej mody nie dzieje się na wybiegach, ale w osobistym kontakcie. To, co naprawdę ekscytujące i nowe (a raczej nowe-stare) to możliwość usłyszenia, obejrzenia, dotknięcia historii naszych ubrań i ludzi, którzy ją tworzą. Od plantacji bawełny, przez produkcję nici i tkanie materiału, po krojenie i szycie. Konkretne twarze, imiona, plany i marzenia.

                Tak, to były naprawdę wyjątkowe wakacje:) Pojechałam za metką mojej ulubionej koszulki i teraz kiedy na nią patrzę, widzę śmiejącą się Marię Elenę i jej siostrę Julię, Angela, Donię Tomasę i bezczelnego Christiana. Ale niekoniecznie trzeba przemierzać Atlantyk, czasem wystarczy zapytać, poszukać w internecie, a nawet uruchomić wyobraźnię. Wszyscy słyszeliśmy anegdoty o miejskich dzieciakach, przekonanych, że jabłka i parówki rosną w supermarkecie. Ubrania nie biorą się ze sklepu, ubrania szyją ludzie.

                PS. Niektóre ubrania rosną na drzewach! Jak np. zamieszczona powyżej Airmail Dress, projekt Husseina Chalayana sprzed ponad 10 lat. Zdjęcie: Interview Magazine

                Comments Off
                Pages: Prev 1 2 3 4 5 6 Next
                « Previous Entries Next Entries »